Zmienione na ostatnim posiedzeniu Sejmu przepisy w zakresie spadków i darowizn zakładają, że od lipca od zrzutek płacić będziemy nowy podatek. Niemały, bo przy zebranych kwotach przekraczających 54 tys. zł będziemy musieli zapłacić podatek w wysokości aż jednej piątej wartości zbiórki. — To ogromna pazerność fiskusa. Dla organizujących zbiórki, choćby na leczenie chorych dzieci, to oznacza nawet dziewięć proc. mniej pieniędzy — mówi Onetowi sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Iustitii, orzekający w wydziale gospodarczym poznańskiego sądu.
— Dotąd podatek trzeba było płacić tylko wtedy, jeśli darowizna od konkretnej osoby przekraczała limit dla obcych dla siebie osób. Było to około 4900 zł na pięć lat — wskazuje sędzia Przymusiński
— Po zmianach decydować ma łączna suma zebranych kwot. To wywrócenie dotychczasowych zasad i ogromna pazerność fiskusa — wskazuje
Społeczny niepokój o los internetowych zbiórek próbują łagodzić tak premier, jak ministrowie w jego kancelarii. Zapowiadają, że w Senacie zgłoszą odpowiednie poprawki
Nowy podatek ma zostać wprowadzony już od lipca br. Jego wejście w życie może znacząco utrudnić internetowe zbiórki, prowadzone w sytuacjach często dramatycznych, kiedy prywatne osoby, potrzebujące choćby kosztownej terapii dla siebie lub dziecka, próbują zebrać środki na leczenie. Gdyby przyjęte przez Sejm zmiany w prawie od spadków i darowizn weszły w życie, osoby organizujące takie zbiórki musiałyby płacić od zebranej kwoty podatki. I to spore.I tak przy zebranej kwocie nieco ponad 11 tys. zł podatek wyniósłby 12 proc. Jeśli zbiórka przyniosłaby środki między nieco ponad 11 tys. a ponad 22 tys. podatek wynosiłby 16 proc. zebranej kwoty. W przypadku zebrania ponad 22 tys. 256 zł organizator zbiórki musiałby już zapłacić aż jedną piątą, czyli 20 proc. podatku. — Dla osób organizujących zbiórki na leczenie chorych dzieci to oznacza nawet dziewięć proc. mniej pieniędzy — mówi Onetowi sędzia Bartłomiej Przymusiński, rzecznik Iustitii, orzekający w wydziale gospodarczym poznańskiego sądu.

— Dotąd podatek trzeba było płacić tylko wtedy, jeśli darowizna od konkretnej osoby przekraczała limit dla obcych dla siebie osób. Było to około 4900 zł na pięć lat — wskazuje sędzia Przymusiński. — Można było więc zebrać łącznie milion zł i nie płacić podatku, gdy była to suma wielu małych wpłat — wyjaśnia. — Po zmianach decydować ma łączna suma zebranych kwot. To wywrócenie dotychczasowych zasad i ogromna pazerność fiskusa — wskazuje.
Rządzący rakiem próbują się z przyjętych zmian wycofać

Uderzenie w internetowe zbiórki, które często ratują życie chorym dzieciom, którym NFZ nie był w stanie sfinansować terapii, w odczuciu opinii publicznej, zwłaszcza w roku wyborczym, może okazać się wyjątkowo kosztowne. Jednak wiceminister finansów Artur Soboń, którego poprosiliśmy o komentarz do tej sprawy, nie odniósł się do naszych pytań.

Premier Mateusz Morawiecki, w rozmowie z portalem Interia.pl oświadczył, że “wydał już dyspozycję Ministerstwu Finansów, żeby niezwłocznie uściślili te kwestie”. — Organizacje pomocowe mogą być spokojne, że te rozwiązania w żaden sposób nie wpłyną na ich bardzo ważną aktywność — podkreślał szef rządu.

Sytuację po wrzutce posłów PiS, którzy wprowadzili do ustawy o spadkach i darowiznach drakoński podatek od zbiórek internetowych, próbował ratować też Łukasz Schreiber z Kancelarii Premiera.

W zamieszczonym na Twitterze wpisie napisał: “Intencją poselskiego projektu było zwiększenie kwoty wolnej od podatku dla darowizn z jednoczesnym uszczelnieniem systemu. W związku z wątpliwościami: klub PiS złoży w Senacie poprawkę, która wykreśli ten zapis”.— To duży błąd. Trzeba się z niego wycofać. Te organizacje, a zwłaszcza beneficjenci, potrzebują większej pomocy, a nie problemów. Będę rozmawiał z polskimi posłami koalicji i rządu, aby to zmienić — informuje Onet europoseł PiS i były wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki.

źródło: onet.pl